W kinie, na kanapie, przed telewizorem

Archiwum

Kategorie

Reklama

Step up

18Moda na taniec ogarnęła nie tylko Polskę, ale również inne części świata. W końcu takie programy jak „Taniec z gwiazdami” czy „You can dance” przyszły do nas po tym jak zrobiły furorę na Zachodzie. Nie dziwi zatem, iż producenci filmowi pragną zarobić na tym trendzie. W 2006 roku wszedł na ekrany kin lekki i przyjemny film „Step up”. Z pewnością nie jest to produkcja ambitna, jednak w założeniu bynajmniej taką być nie miała. To po prostu film, który miło obejrzeć, by oderwać się na moment od rzeczywistości i przenieść się do świata, w którym wprawdzie nie wszystko jest piękne i proste, ale w końcu ciężką pracą można spełnić swoje marzenia. Ot, taka sobie przyjemna, a zarazem pouczająca historyjka, jak sama nazwa wskazuje okraszona tańcem. I to nie byle jakim. Pod względem choreograficznym film może przypaść do gustu wielu osobom. Nie gorsza jest również oprawa muzyczna, która z pewnością spodoba się fanom hip- hopu czy R&B. Przy tworzeniu ścieżki dźwiękowej wzięły udział takie gwiazdy jak chociażby Ciara czy Sean Paul. Jedną z piosenek przygotował również, słynący ostatnio głównie z pobicia Rihanny, Chris Brown. „Światła sceny” to jeden z niewielu filmów tanecznych, w którym proporcja pomiędzy fabułą a tańcem została idealnie zachowana. Film opowiada historię młodej dziewczyny Jody, która od zawsze marzyła o tym, by dostać się do prestiżowej szkoły baletowej. Kiedy jednak udaje jej się ta sztuka, okazuje się, iż jej wyobrażenia znacznie różnią się od tego, z czym będzie musiała się zmierzyć. Dziewczynie, której z pewnością nie brak talentu, daleko jest jednak do koleżanek i kolegów z sali treningowej. Staje się to główną przyczyną tego, iż nie zostaje ona zaangażowana w przedstawienie, które jest jedyną drogą do bycia dostrzeżonym. W wyniku tego panna Sawyer musi znaleźć inne rozwiązanie, które pozwoli jej na realizację marzeń. Główną zaletą filmu jest fakt, iż nie ma tu cukierkowatych rozwiązań i bezbolesnych rozczarowań. Wielką zaletą są również niesamowite, baletowe choreografie, możliwość wtopienia się w atmosferę brutalnej rzeczywistości szkół tańca klasycznego oraz dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. Wiele osób zainteresowało się filmem „Wytańczyć marzenia”, by móc zobaczyć słynnego El Mariachi z „Desperado” w tańcu. Ci, którzy ze zniecierpliwieniem oczekiwali na scenę tańca z pewnością będą usatysfakcjonowani pokazem Banderasa w tangu. Wielu jednak zadawało sobie pytanie, dlaczego ten aktor zdecydował się na udział w filmie o tańcu. Obraz z pewnością miał duży potencjał, jako że oparty był na autentycznych wydarzeniach, a konkretniej na biografii Pierre’a Dulaine’a. Mężczyzna charytatywnie udzielał lekcji tańca młodzieży w nowojorskiej, publicznej szkole. Ów fakt stanowił podstawę do rozwoju akcji w filmie. Niestety wiele osób uważa, iż tę historię można było rozwinąć o wiele lepiej. Samego tańca również jest w filmie niewiele, choć możemy dowiedzieć się kilku podstaw na temat wybranych tańców standardowych czy łaciny. Jeśli ktoś jednak liczy na to, iż film choć w małym stopniu przypomina kultowych „Młodych gniewnych”, niestety może się bardzo rozczarować. Niemniej jednak film nadaje się dla wszystkich, którzy szukają wytchnienia od codzienności i chcą choć na moment zasiać w sobie nadzieję, iż każdy plan może się powieść.

Dirty Dancing 2

16Na świecie od zawsze istniały podziały. Nie inaczej jest również teraz, choć tak wiele możemy usłyszeć o tolerancji. Nie dziwi zatem, iż miłość pomiędzy Amerykanką z dobrej rodziny, a ubogim Kubańczykiem nie byłaby mile widziana ani przez rodzinę dziewczyny, ani bliskich chłopaka, zwłaszcza u progu lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy rewolucja zbliżała się nieubłaganie. A jednak miłość nie zna podziałów, rodzi się ponad ludzkimi barierami. Świadczy o tym niezwykłe uczucie jakie połączyło Kate i Javiera. Może właśnie owa magia, jaka narodziła się między nimi skłoniła Katie do złamania obowiązujących w jej domu zasad. Dziewczyna zdecydowała się pomóc koledze i zatańczyć u jego boku na konkursie tańca. Największy problem polegał jednak na tym, iż panna z dobrego domu z tańcem niewiele miała dotąd do czynienia. W miarę upływu czasu wysiłki pary zaczęły jednak dawać efekty. Ci, którzy nie widzieli jeszcze filmu powinni zdawać sobie sprawę z tego, iż przedstawiona w nim historia nie jest kontynuacją kultowej części pierwszej, a jedynie przeniesieniem znanych nam już wątków w nieco inną rzeczywistość. Ukazana w filmie „Dirty dancing” histoia jest bardzo banalna. Może właśnie dlatego, nikt nie spodziewał się, iż odniesie aż tak wielki sukces. A film zdobył przecież ogromną popularność, o czym najlepiej świadczy fakt, iż wciąż jest bardzo chętnie oglądany. W Polsce film wzbudził również wiele kontrowersji przez niefortunnie przetłumaczony tytuł. Wiele osób twierdzi, iż „Wirujący seks” to najgorsze tłumaczenie wszechczasów. Może właśnie dlatego obecnie nie używa się już polskiego tytułu. Oglądając zapowiedzi filmów czy przeglądając gazetę z programem telewizyjnym, usłyszymy jedynie o „Dirty dancing”. Chociaż film jest głównie o tańcu, w gruncie rzeczy nie oglądamy zbyt wielu tanecznych pokazów. Wszystko skupia się raczej na uczucia, jakie łączy młodą Baby z tancerzem John’em. Na ekranie możemy oglądać kolejne etapy nauki ich wspólnego tańca. Elementem, który dodaje filmowi smaku jest bez wątpienia doskonałą oprawa muzyczna. Świadczy o tym chociażby fakt, iż muzyka filmowa została nagrodzona Oscarem.