Dlaczego nie!
Chociaż muszę szczerze przyznać, że ogólnie lubię dobre komedie romantyczne, po obejrzeniu filmu „A właśnie, że tak!” nie wiedzieć czemu czułam się nieco zażenowana. Film jest do bólu wtórny i niemiłosiernie mało oryginalny. Osoby, które na swoim koncie mają dziesiątki obejrzanych komedii romantycznych spokojnie mogą z niego zrezygnować. Choć nie ulega wątpliwości, iż fani znanej ze „Szkoły uczuć” Mandy Moore, której fenomenu w ogóle nie potrafię pojąć, a sama „Szkoła uczuć” nie wydała mi się nader interesująca, z pewnością będą skłonni film obejrzeć. Mnie jednak przed ekran przyciągnęła Piper Perabo, którą nie wiedzieć czemu bardzo lubię. Nie mniej jednak w ostateczności wyreżyserowany przez Michaela Lehmanna film da się obejrzeć. Warto wiedzieć, iż film opowiada o kobiecie, wychowującej trzy córki. Matka postanawia, iż znajdzie dla swej najmłodszej pociechy idealnego partnera. Z tego względu organizuje konkurs na zięcia. Czy jednak w ten sposób rzeczywiście uda jej się uszczęśliwić córkę? „Dlaczego nie!” to jeden z tych filmów, dla których nie warto nawet włączać telewizora, a co dopiero wychodzić z domu. Fakt, faktem, iż reklama, jaką media przygotowały na rzecz powodzenia polskiej produkcji była imponująca. Nie ona jednak stanowi o jakości filmu, prawda? A film był słaby, bardzo słaby. I nie uratował go nawet występ Macieja Zakościelnego, którego nota bene bardzo lubię, i który moim zdaniem do takich ról nadaje się idealnie. Gdyby mieszkał na Zachodzie być może zrobiłby karierę w komediach romantycznych, jednak nasze, robione bez rozmachy produkcje to tylko nędzna imitacja tego, co dzieje się na planach filmowych w Stanach Zjednoczonych. Nie mniej jednak ci, którzy zostali zwabieni przez reklamę do kin czy przed telewizory musieli przecierpieć ponad półtorej godziny. Oczywiście przy założeniu, że nie zasnęli w trakcie seansu. Warto również dodać, iż reklamowany w telewizji udział Przemka Cypriańskiego czy Jakuba Wesołowskiego sprowadzał się do zagrania ról dostawców pizzy.
8 lutego 2011 w kategorii Polskie.
Tagi: ból, komedia, konto, Lehmann, oglądanie, oryginalny, oryginał, Perabo, romantyczna, wiedza, wtórny
Dobra komedia romantyczna. Film Księżyc i Valentino to naprawdę bardzo wartościowa komedia romantyczna. Myślę, iż każdy się ze mną tak naprawdę zgodzi co do tej kwestii. Jest to naprawdę bardzo dobry film, chociaż oczywiście jak najbardziej wiadomo, iż nie jest to taki znów najwybitniejszy film w dziejach świata. Nie da się go z całą pewnością do tego grona zaliczyć. Jednakże film Księżyc i Valentino jest tak bardo godny zobaczenia przede wszystkim z tego powodu, iż ma on w sobie owo jakże przecież dla nas ważne przesłanie, którego zrozumienie jest tak naprawdę rzeczą absolutnie niezbędną do tego, aby zrozumieć cały ten film. W każdym razie produkcja Księżyc i Valentino warta jest to, aby ją zobaczyć. Film Księżyc i Valentino miał swoją premierę dokładnie dnia dwudziestego dziewiątego września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku, czyli już dokładnie czternaście lat temu. Nie jest to więc z całą pewnością film młody. Jednakże niewątpliwie jest on wart naszej uwagi. Myślę, iż dosłownie każdy się ze mną tak naprawdę zgodzi co do tej kwestii. Amerykański film przygodowy. Film Kto pod kim dołki kopie… to naprawdę całkiem niezłej klasy amerykańska komedia. Oczywiście jak najbardziej oczywistą rzeczą jest to, iż film Kto pod kim dołki kopie… nie jest najwybitniejszym dziełem w dziejach świata, jednakże jest on absolutnie wart naszej uwagi. Co do tego tak naprawdę zgodzi się każdy, kto już kiedyś widział film Kto pod kim dołki kopie…. Produkcja ta miała swoją premierę dokładnie dnia osiemnastego kwietnia dwa tysiące trzeciego roku, czyli już sześć lat temu. Jest to więc z całą pewnością jeszcze dość młody film. Może i nie najmłodszy w historii, ale z całą pewnością jest on jednym z młodszych. Film Kto pod kim dołki kopie… ma w sobie również owo jakże przecież dla nas ważne i istotne przesłanie, którego zrozumienie jest tak naprawdę rzeczą niemalże niezbędną do tego, aby zrozumieć cały film. W każdym razie niewątpliwie film Kto pod kim dołki kopie… jest wart naszej uwagi. Absolutnie nikt nie będzie żałował swojego czasu spędzonego przy oglądaniu filmu Kto pod kim dołki kopie…. Amerykański dramat wojenny. Film Kukułka w ciemnym lesie niewątpliwie jest bardzo interesujący. Przyzna mi chyba w tym momencie rację niemalże każdy. Jest to niewątpliwie i absolutnie niezaprzeczalnie bardo dobry film. Chociaż po świecie przeszedł on raczej zdecydowanie bez żadnego większego echa. Jednakże nawet pomimo tego film Kukułka w ciemnym lesie jest wart tego, aby go zobaczyć. Myślę, iż zgodzi się niemalże każdy ze mną co do tej kwestii. Produkcja Kukułka w ciemnym lesie miała swoją premierę dokładnie dnia dziewiątego maja tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego szóstego roku, czyli już dwadzieścia trzy lata temu. Nie jest to więc jakoś szczególnie młody film. Raczej do miana starych filmów jest mu zdecydowanie bliżej. W każdym razie produkcja Kukułka w ciemnym lesie jest niewątpliwie bardzo interesująca. Film Kukułka w ciemnym lesie ma w sobie owo jakże dla nas ważne przesłanie, którego zrozumienie jest tak naprawdę rzeczą absolutnie niezbędną do zrozumienia całego filmu. Myślę, iż każdy się ze mną zgodzi tak naprawdę co do tej kwestii.
O tym, że komedia romantyczna powinna być przede wszystkim lekka i przyjemna mówi się bardzo często. Nie mniej jednak kiedy film nie jest choć trochę błyskotliwy, ciężko jest przez niego przebrnąć, nawet gdy z założenia ma być tylko lekką komedią romantyczną. Czasami zastanawiam się po co w ogóle powstają takie produkcje jak „Licencja na miłość”. Film, w którym narzeczeni borykają się z rygorystycznym pastorem i zostają zmuszeni do przejścia przez ciężki kurs przedmałżeński być może jest odrobinę pomysłowy, jednak uzyskany tu efekt to kompletna porażka. Równie niefortunne zdaje się być przełożenie angielskiego tytułu na nasz język. Bo nagle tytułowa licencja na ślub, stała się licencją na miłość. Cóż, nie ma to jak próby przyciągnięcia do kina polskiego widza. Dla wielu magnesem mógł okazać się Robin Williams. Popularny aktor wcielił się w rolę pastora Franka. Okazało się jednak, iż ten bądź co bądź, lubiany przeze mnie aktor nie uratował sytuacji i nie zapobiegł ogólnej klapie amerykańskiego filmu. Pewnie każdy z was nie raz zastanawiał się nad tym, czego trzeba, by stworzyć przebój. Każdy artysta marzy o tym, by jego piosenka porwała tłumy, niewielu jednak udaje się ów cel osiągnąć. „Prosto w serce” to film, który opowiada o człowieku, który w latach osiemdziesiątych porywał tłumy na swych koncertach. Jednak gwiazda Alexa po pewnym czasie zgasła i obecnie musi zarabiać, grając na festynach. Nagle i niespodziewanie los się jednak do niego uśmiecha. Okazuje się, iż będzie miał szansę wrócić na szczyt i to w asyście nowo wschodzącej gwiazdki pop. Cora składa mu niebywałą propozycję. Chce, by muzyk skomponował dla niej piosenkę. Dzięki temu Alex znów miałby szanse by podbić serca nastolatek. Niestety na swej drodze spotyka poważną przeszkodę. Otóż okazuje się, że nie jest łatwo wrócić po latach do komponowania utworów. Zakończenia wam nie zdradzę, choć być może się go domyślacie. Film ma w sobie wiele uroku i z pewnością jest doskonałą propozycją na wieczór. Nie dość, że będziemy mogli oglądać popisy aktorskie Drew Barrymore i wciąż popularnego Hugh Granta, to na dodatek posłuchamy kilku całkiem niezłych kawałków. Fani serii „Zmierzch” i odtwórczyni roli Belli powinni wiedzieć, iż znana im Kristen Stewart pojawiała się również w mniej znanym filmie, jakim jest obraz „W świecie kobiet”. Ta produkcja z jej udziałem nie podbiła jednak serc zbyt wielu widzów. Dlaczego? Przede wszystkim zbyt mało w niej akcji, porywów, czynników, które przyciągnęłyby widza przed ekran. To dość nijaka historia, na której ciężko utrzymać uwagę przez dłuższą chwilę. Obsada nie jest w prawdzie zła, bo przecież pojawia się tu sympatyczna Meg Ryan, jednak patrząc na jej ostatnie występy w filmach, daleko jej od dawnej świeżości i świetlności. Sytuację może ratować nieco Adam Brody, który jeśli nie przyciągnie przed ekrany swą grą aktorską, to przynajmniej skusi część pań swoją urodą. Jednak i największe fanki Adama mogą nie wytrwać do końca rozwleczonej historii młodego scenarzysty telewizyjnego, który po rozpadzie kolejnego związku leczy rany w domku babci na przedmieściach Detroit. Pocieszające jest to, iż był to debiut reżyserski Jona Kasdana.