Step up
Moda na taniec ogarnęła nie tylko Polskę, ale również inne części świata. W końcu takie programy jak „Taniec z gwiazdami” czy „You can dance” przyszły do nas po tym jak zrobiły furorę na Zachodzie. Nie dziwi zatem, iż producenci filmowi pragną zarobić na tym trendzie. W 2006 roku wszedł na ekrany kin lekki i przyjemny film „Step up”. Z pewnością nie jest to produkcja ambitna, jednak w założeniu bynajmniej taką być nie miała. To po prostu film, który miło obejrzeć, by oderwać się na moment od rzeczywistości i przenieść się do świata, w którym wprawdzie nie wszystko jest piękne i proste, ale w końcu ciężką pracą można spełnić swoje marzenia. Ot, taka sobie przyjemna, a zarazem pouczająca historyjka, jak sama nazwa wskazuje okraszona tańcem. I to nie byle jakim. Pod względem choreograficznym film może przypaść do gustu wielu osobom. Nie gorsza jest również oprawa muzyczna, która z pewnością spodoba się fanom hip- hopu czy R&B. Przy tworzeniu ścieżki dźwiękowej wzięły udział takie gwiazdy jak chociażby Ciara czy Sean Paul. Jedną z piosenek przygotował również, słynący ostatnio głównie z pobicia Rihanny, Chris Brown. „Światła sceny” to jeden z niewielu filmów tanecznych, w którym proporcja pomiędzy fabułą a tańcem została idealnie zachowana. Film opowiada historię młodej dziewczyny Jody, która od zawsze marzyła o tym, by dostać się do prestiżowej szkoły baletowej. Kiedy jednak udaje jej się ta sztuka, okazuje się, iż jej wyobrażenia znacznie różnią się od tego, z czym będzie musiała się zmierzyć. Dziewczynie, której z pewnością nie brak talentu, daleko jest jednak do koleżanek i kolegów z sali treningowej. Staje się to główną przyczyną tego, iż nie zostaje ona zaangażowana w przedstawienie, które jest jedyną drogą do bycia dostrzeżonym. W wyniku tego panna Sawyer musi znaleźć inne rozwiązanie, które pozwoli jej na realizację marzeń. Główną zaletą filmu jest fakt, iż nie ma tu cukierkowatych rozwiązań i bezbolesnych rozczarowań. Wielką zaletą są również niesamowite, baletowe choreografie, możliwość wtopienia się w atmosferę brutalnej rzeczywistości szkół tańca klasycznego oraz dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. Wiele osób zainteresowało się filmem „Wytańczyć marzenia”, by móc zobaczyć słynnego El Mariachi z „Desperado” w tańcu. Ci, którzy ze zniecierpliwieniem oczekiwali na scenę tańca z pewnością będą usatysfakcjonowani pokazem Banderasa w tangu. Wielu jednak zadawało sobie pytanie, dlaczego ten aktor zdecydował się na udział w filmie o tańcu. Obraz z pewnością miał duży potencjał, jako że oparty był na autentycznych wydarzeniach, a konkretniej na biografii Pierre’a Dulaine’a. Mężczyzna charytatywnie udzielał lekcji tańca młodzieży w nowojorskiej, publicznej szkole. Ów fakt stanowił podstawę do rozwoju akcji w filmie. Niestety wiele osób uważa, iż tę historię można było rozwinąć o wiele lepiej. Samego tańca również jest w filmie niewiele, choć możemy dowiedzieć się kilku podstaw na temat wybranych tańców standardowych czy łaciny. Jeśli ktoś jednak liczy na to, iż film choć w małym stopniu przypomina kultowych „Młodych gniewnych”, niestety może się bardzo rozczarować. Niemniej jednak film nadaje się dla wszystkich, którzy szukają wytchnienia od codzienności i chcą choć na moment zasiać w sobie nadzieję, iż każdy plan może się powieść.
9 marca 2011 w kategorii Zagraniczne.
Tagi: ambitny, gwiazda, historia, program, przeniesienie, przyjemny, świat, taniec, uczenie, zarobek