W kinie, na kanapie, przed telewizorem

Archiwum

Kategorie

Reklama

Kochaj i tańcz

17„Honey” to opowieść o dziewczynie, wywodzącej się z nizin społecznych, która od dziecka marzy o tym, by profesjonalnie zajmować się tańcem. Po latach udaje jej się spełnić swoje marzenie. Dostaje propozycję pracy w dużej firmie. Zajmuje się przygotowywaniem choreografii do teledysków sławnych gwiazd. Mogłoby się wydawać, iż otrzymała ogromny dar od losu. Okazuje się jednak, iż jej szef wcale nie jest taki bezinteresowny, jak mogłoby się wydawać. Oburzona jego niemoralną propozycją Honey postanawia walczyć o swoje marzenia i zakłada własną szkołę tańca. Film to nie tylko znakomity występ pięknej Jessicy Alby, ale również poruszająca opowieść o pogoni za marzeniami. W tle pojawia się muzyka, która z pewnością przypadnie do gustu zwolennikom hip- hopowych rytmów. Na ścieżce dźwiękowej do filmu możemy znaleźć bowiem utwory takich sław jak Missy Elliott czy Sean Paul. Godne dostrzeżenia są również choreografie, tańczone nie tylko przez Honey, ale również przez jej młodych podopiecznych, którzy dają niesamowity pokaz swoich umiejętności. O filmie zaczęło robić się głośno, jeszcze zanim zaczęto go kręcić, a wszystko za sprawą telewizji TVN, która od początku robiła wiele szumu wokół produkcji. Zaczęło się chyba od tego, że tancerzy pierwszej edycji programu „You can dance” zaproszono na castingi i obiecano wybrać spośród nich osoby najbardziej odpowiednie do ról. Mogłoby się wydawać, iż to tylko mydlenie oczu młodym tancerzom, jednak w filmie rzeczywiście możemy oglądać uczestników pierwszej edycji. Mowa tu głównie o Ani Bosak i Marysi Foryś. Nie zabrakło również tancerzy, którzy zabłysnęli na ekranach w „Tańcu z gwiazdami”. W filmie wystąpiła bowiem chociażby Ewa Szabatin, która swego czasu uczyła tańca Mateusza Damięckiego, wcielającego się w filmie w rolę główną. Wiele szumu swego czasu było również wokół Izy Miko, która na nagranie przyjechała prosto ze Stanów Zjednoczonych. Mówiąc o „Kochaj i tańcz” wielokrotnie kładziono nacisk na fakt, iż jest to pierwszy film z tańcem w roli głównej, nakręcony w polskiej rzeczywistości. Chyba jednak twórcy wzięli sobie to za bardzo do serca, bo film w gruncie rzeczy pozbawiony jest zwartej fabuły, a kolejne sceny przypominają raczej kadry teledysku.