W kinie, na kanapie, przed telewizorem

Archiwum

Kategorie

Reklama

Dlaczego nie!

56Chociaż muszę szczerze przyznać, że ogólnie lubię dobre komedie romantyczne, po obejrzeniu filmu „A właśnie, że tak!” nie wiedzieć czemu czułam się nieco zażenowana. Film jest do bólu wtórny i niemiłosiernie mało oryginalny. Osoby, które na swoim koncie mają dziesiątki obejrzanych komedii romantycznych spokojnie mogą z niego zrezygnować. Choć nie ulega wątpliwości, iż fani znanej ze „Szkoły uczuć” Mandy Moore, której fenomenu w ogóle nie potrafię pojąć, a sama „Szkoła uczuć” nie wydała mi się nader interesująca, z pewnością będą skłonni film obejrzeć. Mnie jednak przed ekran przyciągnęła Piper Perabo, którą nie wiedzieć czemu bardzo lubię. Nie mniej jednak w ostateczności wyreżyserowany przez Michaela Lehmanna film da się obejrzeć. Warto wiedzieć, iż film opowiada o kobiecie, wychowującej trzy córki. Matka postanawia, iż znajdzie dla swej najmłodszej pociechy idealnego partnera. Z tego względu organizuje konkurs na zięcia. Czy jednak w ten sposób rzeczywiście uda jej się uszczęśliwić córkę? „Dlaczego nie!” to jeden z tych filmów, dla których nie warto nawet włączać telewizora, a co dopiero wychodzić z domu. Fakt, faktem, iż reklama, jaką media przygotowały na rzecz powodzenia polskiej produkcji była imponująca. Nie ona jednak stanowi o jakości filmu, prawda? A film był słaby, bardzo słaby. I nie uratował go nawet występ Macieja Zakościelnego, którego nota bene bardzo lubię, i który moim zdaniem do takich ról nadaje się idealnie. Gdyby mieszkał na Zachodzie być może zrobiłby karierę w komediach romantycznych, jednak nasze, robione bez rozmachy produkcje to tylko nędzna imitacja tego, co dzieje się na planach filmowych w Stanach Zjednoczonych. Nie mniej jednak ci, którzy zostali zwabieni przez reklamę do kin czy przed telewizory musieli przecierpieć ponad półtorej godziny. Oczywiście przy założeniu, że nie zasnęli w trakcie seansu. Warto również dodać, iż reklamowany w telewizji udział Przemka Cypriańskiego czy Jakuba Wesołowskiego sprowadzał się do zagrania ról dostawców pizzy.